Dzieciństwo u schyłku PRLu

4 czerwca 1989 roku…

…miałam prawie 5 lat! Chciałabym napisać, że pamiętam jak z rodzicami szliśmy do lokalu wyborczego. Chciałabym napisać, że pamiętam jak tata pozwolił mi wrzucić kartę do urny wyborczej. Niestety, kompletnie nie pamiętam tego dnia, podobnie jak wielu innych dni mojego dzieciństwa. Ale z uśmiechem wspominam to, co udaje się przywołać!

Zapewne każdy kto urodził się u schyłku lat 80. ma mniejszy lub większy problem z oceną minionego ustroju. Jeśli już wyrobimy sobie konkretny pogląd oceniający, to budujemy go przede wszystkim w oparciu o przekaz rodziny i środowiska. I nie widzę w tym niczego niestosownego, ponieważ urodzeni w latach 80. „składają” się ze wspomnień, a nie doświadczeń. Ot, prawdziwe uroki dzieciństwa!

 

W 100% kultowe

Gdybym miała wymienić kilka rzeczy, które kojarzą mi się z moim wczesnym dzieciństwem, nie powiedziałabym niczego odkrywczego. Jak każde dziecko schyłku lat 80. wyjadałam palcem Vibovit, opijałam się oranżadą z torebki aż do nieprzytomności, nienawidziłam kożuchów na ciepłym mleku i elastycznych rajstop, które zakładane w pośpiechu skutkowały nieprzyjemnościami. Same rajstopy nie były straszne, źle robiło się kiedy mama, chcąc zdążyć na czas do pracy, strasznie szczypała próbując spełnić równanie:
sztywne rajstopy + niewspółpracujące pięcioletnie nogi = rajstopy na 4 literach.

 

Vibovit

Vibovit, źródło 

 

Jak każde dziecko, które dostąpiło zaszczytu posiadania wujka z Ameryki (już samo hasło na podwórku robiło wrażenie) kochałam go całym sercem, bo za dolara otrzymanego z okazji urodzin mogłam kupić gumę Donald w Pewexie. No i kartka urodzinowa była perfumowana! Dla mnie ta kartka pachniała lepiej niż dolary.

 

Guma balonowa Donald, źródło

 

Dwie cudowne historie dotyczące Donalda znalazłam w książce Bartka Koziczyńskiego pt. „333 popkultowe rzeczy… PRL”. Pierwszą jest wypowiedź dziennikarza Tomasza Sianeckiego, który wspomina:
„Za uzyskane ze sprzedanych butelek siedem złotych można było kupić ten synonim luksusu. Taką gumę dzieliło się na dwie lub trzy części, by wystarczyła na dłużej. Kompletnie wyżuty kawałek nadawał się jeszcze do renowacji. Wydłubany z kredki kolorowy grafit rozdrobniony między zębami nadawał jej nowy kolor i jakość. Historyjki Donalda stanowiły w szkołach i na podwórkach pełnoprawny środek płatniczy.”
Renowacja gumy do żucia – cóż za fenomenalne określenie! Takiej nazwy tej czynności nie znałam, ale samo działanie nie jest mi obce. W latach 90. gumę Donald i Turbo odświeżało się przez oklejanie jej cukrem.
Drugą wartościową wzmianką jest przepis od autora książki na przywołanie smaku gumy Donald, która od roku 2003 nie jest już produkowana. Rzecz tylko dla dorosłych: 20 ml wódki Bols Blue + 10 ml Bolsa bananowego, uzupełnić do pełna sokiem pomarańczowym.

 

W świecie wyobraźni

Moje dzieciństwo to też ciągłe wymyślanie niezwykłych historii i światów.

 

Ilustracje z książek dla dzieci, które rozbudzały wyobraźnię

 

Byłam dzieckiem wychowanym na książeczkach z serii „Poczytaj mi Mamo”, bajkach puszczanych z płyt winylowych lub slajdów wyświetlanych na ścianie. Uwielbiałam maleńkie książeczki z Naszej Księgarni, których ilustracje wręcz skanowałam wzrokiem. Dopiero teraz doceniam artyzm i wysoki poziom, jaki wówczas reprezentowali rysownicy. Dziś, jako 30-latka, z dziecięcą radością na kiermaszach książek i pchlich targach skupuję wszystko, w co artystycznie zaangażowani byli np. Jan Marcin Szancer czy Maria Orłowska-Gabryś.

 

Józef Ignacy Kraszewski „Dziad i Baba”, ilustracje Elżbieta Gaudasińska

 

 

Dziś, kiedy już dwuletnie dzieci obsługują smartfony i kiedy absolutnie wszystko można znaleźć w internecie sfera wyobraźni wydaje się w pełni niewykorzystana. Dzieci lubią kiedy jest szybko, jasno i prosto. Telewizja i gry mają jak najdłużej zajmować uwagę dziecka, kosmiczne zabawki powinny dostarczać równie kosmicznej rozrywki, a rodzicie wolą chować, a nie wychowywać. Zupełnie inaczej było z moim pokoleniem, które nie miało mnóstwa kolorowych zabawek i finezyjnych atrakcji. Dla tego pokolenia w obrazkach zaklęty był cały nieprawdopodobny świat. Dlatego wszystkie książki z dzieciństwa skrupulatnie zbieram, odkładam w bezpieczne miejsce, a jak się uda to wciąż dokupuję te wydane przed 1990 rokiem. Robię to ze względu na przepiękne ilustracje i sentyment, z tymi książeczkami kojarzę spokój i radość.

 

Natomiast jeśli chodzi o codzienne czynności to nie mam zbyt wielu wspomnień. Raczej zapamiętywałam smaki i zapachy. Dobrym na to przykładem jest smak jabłek w przedszkolu. Umyte owoce wnoszono do sali w wielkiej, metalowej misie. Pamiętam, że mokre jabłko przechodziło bardzo specyficznym, metalicznym posmakiem.

Pamiętam też kupowanie lodów na spotkania rodzinne. Szło się wówczas do lodziarni z wielkim, 5-litrowym termosem i prosiło o załadowanie lodów do pełna. Nie pamiętam ile kosztowała taka przyjemność, ale uwielbiałam wszelkiego rodzaju imprezy rodzinne, bo były gwarancją prawdziwych lodów włoskich w domu! A wspomniany termos nadal stoi w piwnicy.

 

Termos, w którym do domu przynoszone były lody włoskie

 

Moja pierwsza lalka Barbie (i chyba jedyna oryginalna) pochodzi z początku lat 90. i oczywiście kupiona była w  Pewexie. Nigdy nie zapomnę jak pięknie była zapakowana! Oryginalne pudełko dawno przepadło, ale opakowanie zastępcze z koślawymi dziecięcymi literkami wciąż wywołuje uśmiech.

 

Pierwsza Barbie, każda kolejna nie dorastała jej do stóp!

 

Moja Barbie nie miała Kena. Podobnie jak nie miała specjalnego domku i auta na pikniki. Nie oznacza to jednak, że nie miała gdzie mieszkać i czym jeździć za miasto, wyobraźnia w 3 sekundy rozwiązywała takie problemy. Wbrew pozorom, mimo braku Kena, była z nim w zażyłej relacji. Pośród wielu akcesoriów, które rodzice przy różnych okazjach pozwalali mi kupować był taki oto uroczy zestaw, który do dziś przechowuję!

 

Barbie i miłość w latach 90. 🙂

 

Dzisiaj, 4 czerwca, patrzę w przyszłość z optymizmem, wstecz oglądam się z uśmiechem.
Minęło 25 lat od Okrągłego Stołu, wyborów i początku transformacji. Jestem dumna z drogi, którą przeszliśmy; z wyborów, których jako naród dokonaliśmy. Polska staje się coraz piękniejsza i silniejsza. Oczywiście, my Polacy zawsze znajdziemy powody, żeby narzekać, ale generalnie nie jest źle. Dlatego tym bardziej cieszy mnie na przykład sukces gry „Kolejka”, który świadczy, że ludzie urodzeni na przełomie lat 80. i 90. PRL traktują z przymrużeniem oka. Bo w czasach, kiedy zakupy robi się przez telefon stanie w jakiejkolwiek kolejce wydaje się absurdalne.

 

Gra „Kolejka”

 

I na koniec ukochany Miś/miś:
Oczko mu się odlepiło. Temu misiu.

 

Miś z lat 80.

 

 

Archiwum rodzinne, rok 1985

 

Kama

 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

9 + 15 =

Raymond Loewy i Rosenthal – połączenie prawie doskonałe
Historia huty szkła Gullaskruf
Rzymskie wakacje… No prawie!
Dziwne wakacyjne pamiątki