Raymond Loewy – wszystko zaczyna się od inspirującej idei!

Mówi się, że pierwsze zdanie książki zawiera w sobie całą historię. Wprawdzie blog to nie książka, ale równie trudno jest dobrze i ciekawie zacząć.

Od kilku tygodni czułam wewnętrzną presję wybrania tematu z przysłowiowym pazurem, mimo że pierwszy wpis i tak z czasem stanie się ostatnim i zniknie w przepastnych archiwach bloga.  Niespodziewanie z pomocą przyszło Google, a właściwie Doodle, gdzie 5 listopada pojawił się fantastyczny rysunek upamiętniający 120 rocznicę urodzin Raymonda Loewy’ego.
I już wszystko było jasne!

Doodle z okazji 120 rocznicy urodzin

O Loewym warto napisać z wielu powodów, ja wybrałam dwa. Pierwszy – mimo, że był wszechstronnym projektantem jakoś mało dziś można o nim usłyszeć lub przeczytać. Artykułów lub wzmianek w polskiej prasie nie ma za dużo, biografia na jego stronie ( tylko po angielsku: tutaj link) jest krótka i zwięzła, a profil na oficjalnym Facebook’u martwy jak sam Loewy. A przecież był to człowiek niezwykle utalentowany, który dzięki wrodzonemu geniuszowi i kreatywności zasłynął jako twórca i propagator wzornictwa przemysłowego. Drugim powodem jest fakt, że posiadam coś, co zaprojektował.
Ale zacznijmy od początku…

 

Raymond Loewy źródło

Urodził się w 1893 roku we Francji. W czasie I Wojny Światowej pozostawał w Europie pełniąc służbę wojskową w armii francuskiej. W 1919 roku wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Rozpoczął pracę w Nowym Jorku jako ilustrator mody dla „Vogue” i „Harper’s Bazaar”, dodatkowo zajmując się wystrojem witryn w domach towarowych „Macy’s” i „Saks”.

Za początek jego kariery jako projektanta należy przyjąć rok 1929, w którym otrzymał zlecenie od Sigmunda Gestetnera na modernizację powielacza. Był to pierwszy z niezliczonej ilości przedmiotów, które Loewy przemienił za pomocą nowego, wymyślonego przez siebie trendu streamline. Słowo streamline oznacza opływowy, a sam trend odnosi się do tworzenia obłych, wygładzonych form. Zatem opływowe kształty w połączeniu z funkcjonalnością, którą Loewy niezmiernie sobie cenił, w latach 30-tych dały zupełnie nową jakość i wyraz projektowanym przedmiotom. Dobrze ideę streamline’u wyraża własna zasada Loewy’ego, której hołdował, a mianowicie MAYA (Most Advanced Yet Acceptable), co w wolnym tłumaczeniu oznacza projektowanie rzeczy możliwie najbardziej zaawansowanych, ale wciąż do zaakceptowania przez potencjalnych użytkowników. Przy pomocy swoich głównych narzędzi – opływowych kształtów, uproszczonej formy i funkcjonalności – w czasie 50 lat pracy zawodowej zmieniał wszystko: od znaczków pocztowych zaczynając,  przez lodówki, paczki papierosów, na stacjach kosmicznych kończąc.
Odniósł sukces, ponieważ udało mu się przekonać ówczesnych właścicieli firm i koncernów, że dobry wygląd produktu również wpływa na wysokość jego sprzedaży, podnosi jego prestiż, zwiększa zyski firmy, ale przede wszystkim dla klienta jest korzyścią samą w sobie. Pierwszym komercyjnym sukcesem była lodówka Coldspot zaprojektowana w 1934 roku dla Sears’a. Opływowy kształt i wprowadzenie jako novum nierdzewnych, aluminiowych półek wyniosło sprzedaż lodówek Coldspot z 60 tyś. sztuk rocznie do 275 tyś. w zaledwie dwa lata. Obecnie Lodówki Coldspot cieszą się ogromnym zainteresowaniem na rynku kolekcjonerskim, oczywiście im starszy model tym cenniejszy.

Po lewej lodówka Coldspot „przed i po” – zdjęcie z autobiografii projektanta, a po prawej projektant przy swym dziele źródło

Zarówno powody, jak i sposób nawiązania współpracy z prezesem ATC, Georgem Washingtonem Hillem, kryją w sobie dość zabawną historię. Tak sam Loewy opisuje ją w swojej autobiografii pt. „Never leave well enough alone” wydanej w Stanach w 1951r.:

Reklama Lucky Strike źródło

„Pewnego (…) dnia w 1940 roku do mojego biura wszedł niezapowiedziany, dobrze ubrany, krępy mężczyzna w średnim wieku o rumianej cerze. Towarzyszył mu szofer. Przedstawił się jako Pan Hill i poprosił o rozmowę ze mną. Moja sekretarka, panna Peters, wprowadziła go do środka. Wszedł cicho, spojrzał na mnie ostrożnie i powiedział:
– Nazywam się George Washington Hill i chcę z panem rozmawiać. (…) Mój przyjaciel Albert Lasker mówi, że nie lubi pan opakowania papierosów Lucky Strike. Twierdzi on również, iż ‘myśli’ pan, że mógłby zaprojektować lepsze. Nie wierzę w to. Poza tym obecne opakowanie jest dobre.
Pozostawałem w milczeniu, aby grzecznie podkreślić kontrast między tą negatywną wypowiedzią a faktem, że pan Hill wciąż siedział obok mojego biurka. Popatrzył na mnie przez chwilę, potem się uśmiechnął i rzekł: „Très bien” (fr. bardzo dobrze). Tak zostaliśmy przyjaciółmi. (…)
– Więc co z ta paczką? – zapytał. –  Naprawdę uważa pan, że mógłby ją ulepszyć?
– Założę się, że tak.
– O co?
– O pięćdziesiąt tysięcy dolarów.
Natychmiast zamilkł, (…) po czym wziął notatnik z wypolerowanego biurka, napisał coś ołówkiem i rzucił w moją stronę. (…) Przeczytałem:

Opakowanie Lucky Strike , 14 marca 1940
zlecenie $20.000, kolejne $30.000 jeśli wykorzystamy projekt
G.W.H.

– I co pan na to?
– Bardzo dobrze, panie Hill. Dziękuję. (…)
– Kiedy będzie pan gotowy? – zapytał.
– Oh, nie wiem, pewnie jakiegoś pięknego, wiosennego poranka poczuję chęć zaprojektowania opakowania Lucky Strike i projekt będzie gotowy w przeciągu kilku godzin. Wówczas pana zaproszę.
Uścisnęliśmy sobie dłonie i G.W. Hill wyszedł ze swoim szoferem. Tego dnia, około 5 po południu, szofer powrócił z jakąś przesyłką. Zawierała karton papierosów i notkę od G.W. Hill’a:

Proszę włożyć pod poduszkę i miłych snów.
G.W.H.

Stało się tak jak przypuszczałem. Pewnego kwietniowego dnia poczułem, że czas popracować nad tym problemem. Wykonałem kilka szkiców, które mnie satysfakcjonowały i przygotowaliśmy pół tuzina makiet. Zadzwoniłem do G.W.H. Odpowiedział, że zaraz będzie.
Po zdjęciu płaszcza dobrze się przyjrzał makietom; wiedziałem, że wygrałem „swój” zakład. Jednak Hill miał kilka sugestii, które chciał wypróbować. Miałem kolorowy papier, pisaki, farby, pędzle, nożyczki, gumkę do wycierania i wszystko to złożyłem tuż przed nim. Z papieru zaczął wycinać paski, czerwone tarcze, złote lub zielone obręcze etc. i układać to w różnych konfiguracjach. (…)
W końcu wstał kontemplując swoją pracę w zamyśleniu, odsunął wszystko na bok i rzekł:
– W porządku, Loewy, ty się tym zajmij.
Po czym wyszedł zadowolony.”

Zielone Lucky Strike źródło

Reklama nowego opakowania źródło

Zielone Lucky Strike poszło na wojnę źródło

Zmiany, które wprowadził Loewy miały charakter estetyczny, ale dla ATC również ekonomiczny. Pierwotna wersja opakowania posiadała zielone tło i czerwoną „tarczę” tylko z jednej strony. Drugą stronę paczki zajmowały informacje dotyczące produkcji i regulacji rządowych. Loewy przeniósł te informacje na boki paczki, czerwoną „tarczę” z nazwą umieścił na obu stronach opakowania, a tło zamienił na białe. Pozwoliło to, po pierwsze, zaoszczędzić ogromne sumy na samej farbie drukarskiej, a po drugie stanowiło niezły chwyt marketingowy. Swoje nowe „oblicze” marka Lucky Strike zaprezentowała w 1942 roku czyli po zaangażowaniu się Stanów Zjednoczonych w działania wojenne. Zmianę wprowadziła kampania reklamowa z hasłem: Lucky Strike Green has gone to war (Lucky Strike Zielone poszło na wojnę). Tłumaczono, że do produkcji zielonej farby używano miedzi, która wówczas była bardziej potrzebna do celów militarnych. Prawda natomiast była taka, że w unowocześnieniu wyglądu paczki upatrywano możliwość pozyskania nowego odbiorcy produktu – kobiet. Badania wykazały, że dla powiększającego się grona palaczek Lucky Strike Green nie były atrakcyjne, wręcz odpychające. Zaangażowanie wojenne stało się świetnym powodem, by zdobywać rynek i zwiększać sprzedaż na fali patriotycznych odruchów.
Przez około dekadę od zmiany opakowania sprzedano ponad 50 miliardów paczek Lucky Strike. Jak pisał sam Loewy, umieszczenie tarczy po dwóch stronach opakowania dało ATC ponad 25 miliardów okazji dodatkowego pokazania nazwy marki bez ponoszenia żadnych kosztów marketingowych. Obecnie nie widzimy w takim podejściu niczego zaskakującego, ale wówczas czyż nie było to genialne?!?

Zapewne każdy projekt Loewy’ego można odczytywać jako wyzwanie i dla niego samego,  i ówczesnych odbiorców. Niewątpliwie to też niesamowita historia kryjąca się za każdym przedmiotem, logo lub patentem jego autorstwa. Nie sposób zliczyć i opisać wszystkie rzeczy, które  stworzył lub zmodernizował, dlatego ograniczę się do pokazania kilku moich ulubionych przedmiotów.

R.Loewy i Studebaker Avanti źródło

Scenicruiser Greyhound źródło

Temperówka projektu Loewy’ego

Dystrybutor Coca Coli

Kiedy zmarł w Monte Carlo 14 lipca 1986, New York Times napisał, w odniesieniu do amerykańskiego okresu pracy, że trudno jest otworzyć piwo lub napój, zrobić śniadanie, kupić benzynę, odbyć podróż samolotem, wysłać list lub kupić jakieś urządzenie bez otarcia się o jego twórczość.

I poniekąd sama mogę to potwierdzić, ale o tym w następnym wpisie.



4 odpowiedzi na “Raymond Loewy – wszystko zaczyna się od inspirującej idei!”

  1. fagforening pisze:

    I need to to thank you for this great read!!
    I definitely enjoyed every bit of it. I’ve got you
    bookmarked to look at new things you post…

  2. Hi! I know this is somewhat off topic but I was wondering if
    you knew where I could get a captcha plugin for my comment form?
    I’m using the same blog platform as yours and I’m having
    trouble finding one? Thanks a lot!

    • Kama pisze:

      Hi, sorry for keeping You waiting. Actually I am just starting using this blog theme and I am also struggling with some technical issues. I will send You an email in about two weeks hoping at that time I will have some more to say about this blog’s platform. Thanks for visiting!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

6 + 4 =

Historia huty szkła Gullaskruf
Dziwne wakacyjne pamiątki
Siedemdziesiąt urodzinowych kilogramów na strychu się chowa
Raymond Loewy – wszystko zaczyna się od inspirującej idei!