W ręce wpadło!

 

Każdy buszujący na targach staroci zna to uczucie. Wypatrzony obiekt pożądania wabi swym urokiem z odległości kilku metrów. Chciałoby się podbiec, ale to zdradziłoby zainteresowanie. Należy zatem krokiem swobodnym acz sprężystym zbliżyć się do stanowiska/stolika/koca sprzedawcy. Ze znudzoną miną przejrzeć jego towary uważając przy tym, żeby z odgrywaniem braku zainteresowania nie przegiąć, wszak wszędzie dookoła czai się konkurencja. Po kilku chwilach wziąć do ręki upragniony okaz i z miną bez wyrazu, choć oczy się skrzą a serce szybciej bije, spytać o cenę. Kiedy kwota jest już znana, dobrze jest przewalić oczyma, wykrzywić usta i spróbować jeszcze coś utargować. No i tu jest loteria, bo czasem się udaje, a czasem kończy się obrażeniem sprzedawcy i „awanturą”. Odpuścić można dopiero po zapłaceniu wynegocjowanej ceny – ze zblazowanego, średnio zainteresowania „przechodnia” stać się szczęśliwym, uśmiechniętym od ucha do ucha zdobywcą.

 

glowne

Dokładnie wedle takiego scenariusza przeprowadziłam miesiąc temu transakcję kupna wyjątkowej książki. W słoneczny, sobotni poranek na giełdzie staroci w Ciechanowie, wśród wielu innych książek, czasopism i kilku tomów wspaniałej kroniki warszawskiego Teatru Ateneum leżała ONA. Bez względu na cenę musiała być moja. Na szczęście sprzedawca okazał się człowiekiem szlachetnym i rozumnym. Wiedział, że trudno będzie sprzedać podniszczoną książkę w mało popularnym języku. Tym okazał rozum. Natomiast jego szlachetność objawiła się ceną, bo 10 złotych to niedużo za uszczęśliwienie kobiety, czyż nie?

 

„Prinsessornas Kokbok”
autorstwa Jenny Åkerström

wydana w Sztokholmie w 1937 roku

 

„Prinsessornas Kokbok” czyli „Książka kucharska księżniczek”, wydana w 1937 roku

 

Ta książka kucharska zachwyca pod każdym względem: ma 77 lat, napisana jest po szwedzku, podniszczona okładka niezwykle intryguje, kredowy papier jest ekstremalnie przyjemny w dotyku, a do przepisów dołączono dużo zdjęć!

 

W zniszczonej okładce też kryje się dużo uroku!

               

Autorka Jenny Åkerström-Söderström (1867 – 1957) na początku XX wieku była autorytetem w dziedzinie zarządzania gospodarstwem domowym. Prowadziła w Sztokholmie szkołę gospodarstwa domowego dla dziewcząt, gdzie panienki z dobrych domów pobierały lekcje szycia, gotowania, ale też opieki nad dzieckiem, co w tamtych czasach było czymś zupełnie nowym. Pisała również artykuły kulinarne do ówczesnych gazet.

  

Strony tytułowe książki kucharskiej „Prinsessornas kokbok”, Stockholm 1937


Szczególnego blasku szkole dodała obecność trzech wyjątkowych uczennic – księżniczek z rodu Bernadotte, bratanic króla Szwecji, Gustawa V. Trudno powiedzieć dlaczego księżniczki zgodziły się na umieszczenie ich wizerunków na okładce oraz na stronach tytułowych. Pewne jest natomiast, że zadedykowanie „Książki kucharskiej księżniczek” trzem członkiniom rodu królewskiego, a przy okazji i zapewne z grzeczności, wszystkim pozostałym uczennicom, było świetnym zabiegiem marketingowym.

 

Ile to już lat?

Pierwsze wydanie książki ukazało się w 1929 roku i od razu odniosło sukces, a do 1952 roku doczekało się 18 wznowień. Mój egzemplarz pochodzi z 1937 roku. Całość, wraz z obszernym indeksem, liczy 646 stron, na których można znaleźć przepisy na kanapki, lunch, przekąski, zupy, sosy, dania z ryb, mięs i warzyw, przetwory, desery, ciasta, cukierki i słodycze. Poza przepisami autorka zadbała o informacje dotyczące „warsztatu” młodej gospodyni. Praktyczne rady oraz zdjęcia pomagają wyobrazić sobie zarówno spodziewane efekty przepisów, jak i przebrnąć przez trudniejsze etapy przygotowania potraw.

 

W „Książce kucharskiej księżniczek” zamieszczono 150 zdjęć

  

 

2

Zdjęcie ręcznie wycinanych papierowych serwetek pod tort

 

Moja „Książka kucharska księżniczek” skrywa jeszcze maleńką niespodziankę – karteczkę z odręcznie zanotowanym przepisem na bezy (szw. maränger)! Rzecz bardzo interesująca, bo opatrzona datą i miejscem spisania przepisu – Malmö, 10 maja 1946. I jak tu nie kochać dziwacznych staroci?!?

 

bezy 

 

Wyjątkowe „dziedzictwo” szwedzkich Księżniczek

Dziewczętami, którym książka zawdzięczała swój tytuł oraz rozgłos były trzy córki szwedzkiego księcia Karola i Ingeborgi, księżniczki Danii.

 

Siostry Bernadotte, od lewej: Małgorzata (1899-1977), Marta (1901-1954) i Astrid (1905-1935)

 

Na powyższych zdjęciach z lat 20. XX w. widać, że Małgorzata, Marta i Astrid wyrosły na piękne kobiety. Wszystkie trzy dobrze i szczęśliwie wyszły za mąż. Małgorzata za swojego kuzyna Axela, duńskiego księcia. Marta również poślubiła kuzyna, następcę tronu norweskiego Olafa. Najmłodsza Astrid wyszła za następcę tronu belgijskiego, przyszłego króla Leopolda III. Ludności krajów, do których przybyły jako żony książąt i następców tronu, okazywały szacunek i oddanie. U boku mężów znalazły szczęście, a spełnienie przy dzieciach, którym pragnęły zapewnić ciepłe, normalne życie mimo dorastania na królewskich dworach.
Zabawne, że to właśnie Szwecji, w której żadna z nich nie zamieszkała już na stałe, trochę bezwiednie pozostawiły niezwykłą spuściznę –  tort o nazwie prinsesstårta. Podobno kiedy były dziećmi uwielbiały puszysty, warstwowy tort przykryty zielonym marcepanem, który nosił nazwę gröntårta” czyli zielony tort. Na fali popularności książki kucharskiej, której były niejako patronkami, z czasem zmieniono nazwę tortu na cześć trzech młodych arystokratek. Do dnia dzisiejszego prinsesstårta czyli tort księżniczki jest tradycyjnym, najpopularniejszym ciastem w Szwecji. Tort doczekał się wielu wariacji, a nawet czegoś w rodzaju swojego święta, ale o tym może innym razem…

 

Prinsesstårta w swej klasycznej odsłonie źródło

 

Tym sposobem historia książki kucharskiej, trzech księżniczek i tradycyjnego szwedzkiego wypieku zatoczyła koło. Jednak najzabawniejsze jest to, że w „Książce kucharskiej księżniczek” nie ma przepisu na tort księżniczki, ale o tym też może przy innej okazji…

Miłego weekendu // Kama



Dodaj komentarz

Letni lunch w ogrodzie
Lunch w ogrodzie z tajemnicą w tle
Reffla
Historia huty szkła Gullaskruf
Józef Ignacy Kraszewski "Dziad i Baba", ilustracje Elżbieta Gaudasińska
Dzieciństwo u schyłku PRLu
Rysunek Agaty Endo Nowickiej
Siedemdziesiąt urodzinowych kilogramów na strychu się chowa